
Jeśli myśleliście, że po „Rodzie Smoka” nic Was już w Westeros nie zaskoczy, serial „Rycerz Siedmiu Królestw” szybko wyprowadzi Was z błędu. To nie jest kolejna opowieść o królach siedzących na Żelaznym Tronie. To historia o błocie, honorze i niezwykłej przyjaźni, która dzieje się około 100 lat przed narodzinami Daenerys Targaryen.
Serial bazuje na uwielbianych nowelach George’a R.R. Martina. Głównym bohaterem jest Ser Duncan Wysoki (w tej roli potężny Peter Claffey), prostolinijny, ale niezwykle odważny wędrowny rycerz. Dunk nie posiada ziem ani zamku, ma jedynie zbroję, konia i niezachwiany kompas moralny.
Podczas swojej podróży na turniej w Ashford Meadow, spotyka małego, łysego chłopca o imieniu Jajo (Dexter Sol Ansell), który postanawia zostać jego gwardzistą. Dunk nie wie jednak, że pod brudnym ubraniem giermka kryje się… Aegon Targaryen, przyszły król Siedmiu Królestw.
W 2026 roku nazwiska głównych aktorów są na ustach wszystkich. Casting okazał się strzałem w dziesiątkę:
To najczęstsze pytanie: „Czy w Rycerzu Siedmiu Królestw pojawiają się smoki?”. Odpowiedź brzmi: nie w takiej formie, jak w „Gry o Tron”. To czas, kiedy smoki już prawie wyginęły (ostatnie żyjące osobniki są małe i słabe), a ich brak jest kluczowym elementem politycznym. Serial stawia na kameralność, pojedynki rycerskie i intrygi na mniejszą skalę, co czyni go znacznie bardziej osobistym i emocjonalnym.
„Rycerz Siedmiu Królestw” to powrót do korzeni fantasy. Zamiast skomplikowanych drzew genealogicznych setek postaci, dostajemy zwartą, świetnie napisaną historię drogi. To idealny punkt wejścia dla kogoś, kto nigdy nie widział „Gry o Tron”, ale też list miłosny do fanów książek Martina.
Serial jest dostępny na platformie Max (dawniej HBO Max). Pierwszy sezon składa się z 6 odcinków, z których każdy jest wizualną perełką.